Tydzień temu wróciłem z Pragi, miasta z prawie 30 mikro browarami. W Warszawie dla porównania są 4. Jak żyje się w kraju, gdzie piwo jest tańsze od wody?

Pub drugim domem

Czeskie lagery są, jakie są. Pilsner Urquel, Staropramen, Kozel, Gambrinus, żadne z nich niczego nie urywa, ale sposób, w jaki Czesi podchodzą do picia, jest całkiem inny niż w Polsce. Trochę jak na UK: pub jest częścią życia. Po pracy idziesz z rodziną, ze znajomymi do pobliskiego lokalu, gdzie z właścicielem znasz się 10 lat. Pijesz jedno piwo, często małoprocentową dziesiątkę, jesz, rozmawiasz, oglądacz mecz. Totalne przeciwieństwo januszowego traktowania piwa tylko jako sposobu na dostarczenie alkoholu do krwi.

Puby stoją na każdym rogu. Tak jak u nas roi się od Żabek, Małpek, Freshy, tak w Pradze prawie na każdej ulicy znajdzie się szyld Pilsnera albo Staropramena. I zazwyczaj są to małe, przytulne miejsca, często rodzinne interesy.

Pivo na Naplavce - 46 browarów na promenadzie wzdłuż Wełtawy

Pivo na Naplavce – 46 browarów na promenadzie wzdłuż Wełtawy

 

I żeby było jasne – nie tylko lagerami Praga stoi. W samej tylko stolicy jest prawie 30 mikro browarów. Dzień po moim przyjeździe nad rzeką był akurat praski festiwal piwny i chociaż większość oferty stanowiły nudne lagery/weizeny/summer ale, to interesujących rzeczy było prawie tyle samo co na polskich festiwalach zrzeszających browary z całego kraju. Piwa leżakowane w beczkach, z ciekawymi dodatkami, kwachy – żyć nie umierać. Nie bez powodu Praga jest nazywana „najbardziej piwnym miastem świata”.

Piwo tańsze od wody

No i z innej beczki – piwo jest w Czechach bardzo tanie. I z kija, bo za 25 koron (ok. 4zł) można się już w wielu miejscach napić Kozela czy Gambrinusa, i w sklepach. Kozel na promocji w Lidlu za 9 koron (1.5zł) to normalka, a są przecież jeszcze tańsze, dyskontowe marki, przy których nasz Romper czy V.I.P to drożyzna. No i kaucja Czechom nie straszna, bo dużo popularniejsze niż u nas są tam duże, półtoralitrowe PETy. Nikogo nie dziwi Staropramen w plastikowej butli.

W pubach często napoje bezalkoholowe są droższe od piwa. Podobno jest nawet specjalne prawo, według którego najtańsza pozycja na liście nie może być piwem. Ale mało kto się do tego stosuje i nie raz widziałem, że zwykła woda była droższa albo kosztowała tyle samo co Kozel. Może dlatego Czesi mają najwyższe spożycie piwa na głowę na całym świecie?

Ale czemu właściwie cena piwa jest niska? Gość, u którego nocowałem, stwierdził, że piwo jest w Czechach tak ważnym napojem, że rząd boi się go bardziej opodatkować, żeby nie rozjuszyć ludzi. Seems legit.

Rowerowa ósemka

Piwo w Czechach jest zazwyczaj słabsze procentowo niż w Polsce. Powszechna jest dziesiątka „desitka”, która ma ok. 4%, ale zdarzają się też „rowerowe ósemki” z jeszcze niższą zawartością alkoholu. Nazwa wzięła się od tego, że po wypiciu tego piwa można prawie od razu wsiąść na rower i jechać dalej. Idealna opcja na krótką przerwę w trasie – aż szkoda, że u nas czegoś takiego nie ma. Nie raz w wakacje chciałoby się orzeźwić piwem, ale konsekwencje promili nie pozwalają.

Praga piwem stoi. Chociaż gonimy Czechów, a jeśli chodzi o piwa kraftowe to już może nawet prześcigamy, to trochę czasu będzie trzeba, żeby uświadomić Januszom, że „piwo” to może być coś więcej niż cztery perełki do śląskiej z grilla.

  • Did you like it?
  • Yes   No